Jak to znane wszystkim i przez wszystkich chyba już znienawidzone powiedzenie mówi: święta, święta i po świętach. Ktoś mógłby się teraz oburzyć i powiedzieć "halo, jak to, dzisiaj dopiero 26 grudnia, święta jeszcze nie dobiegły końca". Zaraz wyjaśnię mój tok rozumowania.
W tym roku niestety (stety?) nie poczułam tej całej "magii świąt". Być może to ze względu na brak śniegu, temperatury poniżej zera i rodzinnej atmosfery, chociażby tej sztucznej i udawanej. Zawsze lepsze to niż nic... a może jednak nie?
Sama nie wiem.
W tym roku w moim mieszkaniu zagościła o połowę mniejsza choinka niż w zeszłym, bo przecież "brakuje miejsca" i po co znów przesuwać szafę na drugi koniec pokoju, skoro można się zaopatrzyć w mniejszego iglaka.
Poprzebijana przeze mnie goździkami pomarańcza nie wydała z siebie chyba ani odrobiny charakterystycznej woni. Lukier na serniku uległ stopieniu. Cała rodzina się skłóciła, więc Wigilię spędziłam w gronie trzech osób. Szaleństwo.
Ostatnie zaskórniaki wydane na prezenty, które i tak zostaną rzucone w kąt. A miałam zbierać na studia...
Czy nie wydaje Ci się, że to wszystko nie ma większego sensu? Boże Narodzenie z mojego punktu widzenia powinno być tylko i wyłącznie Bożym Narodzeniem. Symboliczny barszcz, pieróg, może kawałek karpia i ewentualnie jeden rodzaj ciasta, co by nie wypaść na biedaka.
Wokół powinna panować rodzinna atmosfera, podarki płynąć winny z głębi serca, stanowić najlepiej przedmiot DIY i, jak to w słynnej reklamie Mastercard zawarto, mieć wartość "bezcenną". Potem wspólne wyjście na pasterkę, głośne kolędowanie, śmiech, miłość, radość, pokój.
A zamiast tego pot na czole, stres, krzyki, bo karp się przypala na patelni, bo burak się rozgotowuje, bo sernik pękł przez środek, a makowiec nie wyrósł. Potem ktoś plami zupą nowy, dopiero co kupiony obrus, ktoś nie trafia z prezentem, a ktoś jeszcze inny niczym się nie interesuje i wychodzi do drugiego pokoju pograć na komputerze.
ŚWIĘTA.
Jeśli mają przybierać taką formę, to ja chyba podziękuję. Być może już za rok postawię w pokoiku małą, sztuczną choineczkę, podłączę lampki do kontaktu, zaleję barszcz Winiary gorącą wodą i usiądę na kanapie by obejrzeć po raz setny "Kevina samego w domu".
Bo mogę.
Introspekcja
sobota, 26 grudnia 2015
wtorek, 8 grudnia 2015
Nieodłączność
Wspomnienia. Potrafią niszczyć od środka, wyżerać z zapałem istotę szarą mojego mózgu. Tak, niestety (stety?), introwertycy mają w sobie tę wielką duszę melancholika. Ja osobiście potrafię siedzieć bardzo długo oparta o poduszki na moim łóżku, szczelnie odgrodzona od świata zewnętrznego, ze smętną muzyką w słuchawkach i wzrokiem wbitym w fotografie zawieszone nad biurkiem. Każde zdjęcie niesie ze sobą inną historię. NIC na tym świecie, jakże skomplikowanym i złożonym z wielu zawiłych mechanizmów, nie jest takie samo. Jeśli człowiek ma wolną chwilę, w której siada po męczącym dniu, spogląda na ścianę, to coś się w nim porusza, jakaś mała igiełka zdaje się naruszać łączność tkanek, wbita głęboko nie daje spokoju. Bardzo trudno jest nie wracać do tego, co już przeminęło. Poczucie, iż wszystko, co najlepsze w moim życiu już się wydarzyło, nie daje o sobie zapomnieć. Jakiś brak nadziei na dobrą przyszłość, przepełnioną ekscytacją, poznaniem, spełnieniem. Nie wiem dlaczego tak się czuję, ale właśnie tak jest. Może chodzi o ten brak wiary w siebie, w swoje możliwości, na których istnienie nie mam żadnego potwierdzenia, paragonu, faktury.
Czy życie, patrząc wstecz na wszystkie zdobyte doświadczenia i przeżyte sytuacje jest dobre, czy raczej sukcesywnie podburza obiektywny pogląd na obecne zdarzenia? Czy słuszność słynnej tezy o życiu wyłącznie teraźniejszością jest potwierdzona? Jak żyć, nie myśląc o tym, co już było i o tym, że już nigdy nie spotka nas dokładnie to samo, co tak pięknie zagnieździło się w naszym umyśle?
Czy życie, patrząc wstecz na wszystkie zdobyte doświadczenia i przeżyte sytuacje jest dobre, czy raczej sukcesywnie podburza obiektywny pogląd na obecne zdarzenia? Czy słuszność słynnej tezy o życiu wyłącznie teraźniejszością jest potwierdzona? Jak żyć, nie myśląc o tym, co już było i o tym, że już nigdy nie spotka nas dokładnie to samo, co tak pięknie zagnieździło się w naszym umyśle?
poniedziałek, 7 grudnia 2015
Pierwsze muśnięcie
Witaj, Drogi Czytelniku. Zwracam się bezpośrednio do Ciebie, bo chciałabym, aby moje słowa miały dość intymny
i indywidualny wymiar.
Może na początek przedstawię Ci się, choć nie sądzę, abym mogła napisać o wiele więcej, niż to, co zawarłam już jakiś czas temu w opisie po prawej stronie mojego, świeżego jeszcze jak młode zawiązki liści, bloga. Muszę Ci się przyznać, że
w tym momencie w moich nozdrzach odczułam lekko ten łechcący dotyk trawiastej woni, przepełnionej zielenią i czymś
w rodzaju orzeźwienia. Jest 7 grudnia, co za ironia. Nie żebym nie lubiła zimy, wręcz przeciwnie, jednakże ta piękna pora roku, w trakcie której przyroda budzi się... Ach, do rzeczy!
Ten zakątek internetu nie ma na celu przyciągnięcia ogromnej ilości ludzi, reklamowania czegokolwiek, poruszania tematów błahych i nic nieznaczących. Myślę, iż nie jestem raczej (wręcz na pewno) osobą oryginalną, sugerując stwierdzenie, że ten kawałek sieci posłuży mi jako coś w rodzaju notesu, pamiętnika, dziennika, kroniki etc.
Jestem introwertykiem. Jeśli nie wiesz, kim jest introwertyk odsyłam Cię początkowo do jakże wspaniałej internetowej encyklopedii i jej definicji introwersji, jeśli natomiast masz troszkę więcej czasu, jesteś dociekliwy, chcesz poznawać, zgłębiać swą wiedzę, konfrontować własne obserwacje z obserwacjami innych- polecam film Włodka Markowicza. Naprawdę warto go obejrzeć.
Będąc szczerą, nie lubię pierwszych wpisów. Zawsze wydają się być nudne, bezcelowe, pozbawione zawartości, wręcz organizacyjne. Robię jednak wszystko, co w mojej mocy, aby TEN pierwszy wpis nie był TYM pierwszym wpisem, którego wszyscy omijają szerokim łukiem.
Tak, przepraszam, jak już pewnie zauważyłeś potrafię wszystko rozciągać i opowiadać zawile o pozornie bezsensownej sprawie. Ale to już cała ja. W moim umyśle pojawiają się miliony myśli, słów, inspiracji, naprawdę chciałabym to wszystko zawrzeć w tym jednym wpisie. Ale jaki sens miałoby wtedy dalsze prowadzenie bloga? Poza tym musiałabym siedzieć
w tym wypadku przed ekranem komputera niezliczoną ilość dni, co skutkowałoby zapewne zapaleniem spojówek, przepaleniem się kabli, pogróżkami mamy o wysłaniu na terapię odwykową i, z całą pewnością, niekończącym się rachunkiem za prąd i internet. Kto by tego chciał? Chyba tylko szaleniec. (nie wykluczam opcji, iż właśnie nim jestem...)
Nie potrafię przewidzieć tematów, które poruszę w kolejnych postach, czasu i regularności, z jaką będą się one pojawiały. Wiem tylko jedno. Chcę w nich przekazywać prawdziwą siebie, swoje odczucia, emocje, obserwacje, inspiracje, którymi postaram się obdarować Ciebie. Być może któryś z moich wpisów skłoni Cię do przemyśleń, do dyskusji ze mną czy też kimś innym, do wprowadzenia zmiany w swoim życiu lub do pomocy komuś z Twojego otoczenia lub niekoniecznie. Sam postanowisz, co zrobisz z tym, co tu zobaczysz. To tylko kawałek tego, co właśnie zdarzyło się w Twoim życiu- mowa o przeczytaniu owego wpisu, jeśli tu dotarłeś. Dzisiejsze "pierwsze muśnięcie" chciałabym zakończyć kwestią do przemyślenia w kontekście powyższego zdania- jak wielu rzeczy mających miejsce obok Ciebie nie dostrzegasz, omijasz nieobecnym wzrokiem, nie zastanawiając się nad sensem ich istnienia? DOSTRZEŻ GŁĘBIĘ.
PS Dopiero pracuję nad wyglądem bloga. Zdjęcie nie jest moje, na razie tymczasowo.
i indywidualny wymiar.
Może na początek przedstawię Ci się, choć nie sądzę, abym mogła napisać o wiele więcej, niż to, co zawarłam już jakiś czas temu w opisie po prawej stronie mojego, świeżego jeszcze jak młode zawiązki liści, bloga. Muszę Ci się przyznać, że
w tym momencie w moich nozdrzach odczułam lekko ten łechcący dotyk trawiastej woni, przepełnionej zielenią i czymś
w rodzaju orzeźwienia. Jest 7 grudnia, co za ironia. Nie żebym nie lubiła zimy, wręcz przeciwnie, jednakże ta piękna pora roku, w trakcie której przyroda budzi się... Ach, do rzeczy!
Ten zakątek internetu nie ma na celu przyciągnięcia ogromnej ilości ludzi, reklamowania czegokolwiek, poruszania tematów błahych i nic nieznaczących. Myślę, iż nie jestem raczej (wręcz na pewno) osobą oryginalną, sugerując stwierdzenie, że ten kawałek sieci posłuży mi jako coś w rodzaju notesu, pamiętnika, dziennika, kroniki etc.
Jestem introwertykiem. Jeśli nie wiesz, kim jest introwertyk odsyłam Cię początkowo do jakże wspaniałej internetowej encyklopedii i jej definicji introwersji, jeśli natomiast masz troszkę więcej czasu, jesteś dociekliwy, chcesz poznawać, zgłębiać swą wiedzę, konfrontować własne obserwacje z obserwacjami innych- polecam film Włodka Markowicza. Naprawdę warto go obejrzeć.
Będąc szczerą, nie lubię pierwszych wpisów. Zawsze wydają się być nudne, bezcelowe, pozbawione zawartości, wręcz organizacyjne. Robię jednak wszystko, co w mojej mocy, aby TEN pierwszy wpis nie był TYM pierwszym wpisem, którego wszyscy omijają szerokim łukiem.
Tak, przepraszam, jak już pewnie zauważyłeś potrafię wszystko rozciągać i opowiadać zawile o pozornie bezsensownej sprawie. Ale to już cała ja. W moim umyśle pojawiają się miliony myśli, słów, inspiracji, naprawdę chciałabym to wszystko zawrzeć w tym jednym wpisie. Ale jaki sens miałoby wtedy dalsze prowadzenie bloga? Poza tym musiałabym siedzieć
w tym wypadku przed ekranem komputera niezliczoną ilość dni, co skutkowałoby zapewne zapaleniem spojówek, przepaleniem się kabli, pogróżkami mamy o wysłaniu na terapię odwykową i, z całą pewnością, niekończącym się rachunkiem za prąd i internet. Kto by tego chciał? Chyba tylko szaleniec. (nie wykluczam opcji, iż właśnie nim jestem...)
Nie potrafię przewidzieć tematów, które poruszę w kolejnych postach, czasu i regularności, z jaką będą się one pojawiały. Wiem tylko jedno. Chcę w nich przekazywać prawdziwą siebie, swoje odczucia, emocje, obserwacje, inspiracje, którymi postaram się obdarować Ciebie. Być może któryś z moich wpisów skłoni Cię do przemyśleń, do dyskusji ze mną czy też kimś innym, do wprowadzenia zmiany w swoim życiu lub do pomocy komuś z Twojego otoczenia lub niekoniecznie. Sam postanowisz, co zrobisz z tym, co tu zobaczysz. To tylko kawałek tego, co właśnie zdarzyło się w Twoim życiu- mowa o przeczytaniu owego wpisu, jeśli tu dotarłeś. Dzisiejsze "pierwsze muśnięcie" chciałabym zakończyć kwestią do przemyślenia w kontekście powyższego zdania- jak wielu rzeczy mających miejsce obok Ciebie nie dostrzegasz, omijasz nieobecnym wzrokiem, nie zastanawiając się nad sensem ich istnienia? DOSTRZEŻ GŁĘBIĘ.
PS Dopiero pracuję nad wyglądem bloga. Zdjęcie nie jest moje, na razie tymczasowo.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)