Witaj, Drogi Czytelniku. Zwracam się bezpośrednio do Ciebie, bo chciałabym, aby moje słowa miały dość intymny
i indywidualny wymiar.
Może na początek przedstawię Ci się, choć nie sądzę, abym mogła napisać o wiele więcej, niż to, co zawarłam już jakiś czas temu w opisie po prawej stronie mojego, świeżego jeszcze jak młode zawiązki liści, bloga. Muszę Ci się przyznać, że
w tym momencie w moich nozdrzach odczułam lekko ten łechcący dotyk trawiastej woni, przepełnionej zielenią i czymś
w rodzaju orzeźwienia. Jest 7 grudnia, co za ironia. Nie żebym nie lubiła zimy, wręcz przeciwnie, jednakże ta piękna pora roku, w trakcie której przyroda budzi się... Ach, do rzeczy!
Ten zakątek internetu nie ma na celu przyciągnięcia ogromnej ilości ludzi, reklamowania czegokolwiek, poruszania tematów błahych i nic nieznaczących. Myślę, iż nie jestem raczej (wręcz na pewno) osobą oryginalną, sugerując stwierdzenie, że ten kawałek sieci posłuży mi jako coś w rodzaju notesu, pamiętnika, dziennika, kroniki etc.
Jestem introwertykiem. Jeśli nie wiesz, kim jest introwertyk odsyłam Cię początkowo do jakże wspaniałej internetowej encyklopedii i jej definicji introwersji, jeśli natomiast masz troszkę więcej czasu, jesteś dociekliwy, chcesz poznawać, zgłębiać swą wiedzę, konfrontować własne obserwacje z obserwacjami innych- polecam film Włodka Markowicza. Naprawdę warto go obejrzeć.
Będąc szczerą, nie lubię pierwszych wpisów. Zawsze wydają się być nudne, bezcelowe, pozbawione zawartości, wręcz organizacyjne. Robię jednak wszystko, co w mojej mocy, aby TEN pierwszy wpis nie był TYM pierwszym wpisem, którego wszyscy omijają szerokim łukiem.
Tak, przepraszam, jak już pewnie zauważyłeś potrafię wszystko rozciągać i opowiadać zawile o pozornie bezsensownej sprawie. Ale to już cała ja. W moim umyśle pojawiają się miliony myśli, słów, inspiracji, naprawdę chciałabym to wszystko zawrzeć w tym jednym wpisie. Ale jaki sens miałoby wtedy dalsze prowadzenie bloga? Poza tym musiałabym siedzieć
w tym wypadku przed ekranem komputera niezliczoną ilość dni, co skutkowałoby zapewne zapaleniem spojówek, przepaleniem się kabli, pogróżkami mamy o wysłaniu na terapię odwykową i, z całą pewnością, niekończącym się rachunkiem za prąd i internet. Kto by tego chciał? Chyba tylko szaleniec. (nie wykluczam opcji, iż właśnie nim jestem...)
Nie potrafię przewidzieć tematów, które poruszę w kolejnych postach, czasu i regularności, z jaką będą się one pojawiały. Wiem tylko jedno. Chcę w nich przekazywać prawdziwą siebie, swoje odczucia, emocje, obserwacje, inspiracje, którymi postaram się obdarować Ciebie. Być może któryś z moich wpisów skłoni Cię do przemyśleń, do dyskusji ze mną czy też kimś innym, do wprowadzenia zmiany w swoim życiu lub do pomocy komuś z Twojego otoczenia lub niekoniecznie. Sam postanowisz, co zrobisz z tym, co tu zobaczysz. To tylko kawałek tego, co właśnie zdarzyło się w Twoim życiu- mowa o przeczytaniu owego wpisu, jeśli tu dotarłeś. Dzisiejsze "pierwsze muśnięcie" chciałabym zakończyć kwestią do przemyślenia w kontekście powyższego zdania- jak wielu rzeczy mających miejsce obok Ciebie nie dostrzegasz, omijasz nieobecnym wzrokiem, nie zastanawiając się nad sensem ich istnienia? DOSTRZEŻ GŁĘBIĘ.
PS Dopiero pracuję nad wyglądem bloga. Zdjęcie nie jest moje, na razie tymczasowo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz