Wspomnienia. Potrafią niszczyć od środka, wyżerać z zapałem istotę szarą mojego mózgu. Tak, niestety (stety?), introwertycy mają w sobie tę wielką duszę melancholika. Ja osobiście potrafię siedzieć bardzo długo oparta o poduszki na moim łóżku, szczelnie odgrodzona od świata zewnętrznego, ze smętną muzyką w słuchawkach i wzrokiem wbitym w fotografie zawieszone nad biurkiem. Każde zdjęcie niesie ze sobą inną historię. NIC na tym świecie, jakże skomplikowanym i złożonym z wielu zawiłych mechanizmów, nie jest takie samo. Jeśli człowiek ma wolną chwilę, w której siada po męczącym dniu, spogląda na ścianę, to coś się w nim porusza, jakaś mała igiełka zdaje się naruszać łączność tkanek, wbita głęboko nie daje spokoju. Bardzo trudno jest nie wracać do tego, co już przeminęło. Poczucie, iż wszystko, co najlepsze w moim życiu już się wydarzyło, nie daje o sobie zapomnieć. Jakiś brak nadziei na dobrą przyszłość, przepełnioną ekscytacją, poznaniem, spełnieniem. Nie wiem dlaczego tak się czuję, ale właśnie tak jest. Może chodzi o ten brak wiary w siebie, w swoje możliwości, na których istnienie nie mam żadnego potwierdzenia, paragonu, faktury.
Czy życie, patrząc wstecz na wszystkie zdobyte doświadczenia i przeżyte sytuacje jest dobre, czy raczej sukcesywnie podburza obiektywny pogląd na obecne zdarzenia? Czy słuszność słynnej tezy o życiu wyłącznie teraźniejszością jest potwierdzona? Jak żyć, nie myśląc o tym, co już było i o tym, że już nigdy nie spotka nas dokładnie to samo, co tak pięknie zagnieździło się w naszym umyśle?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz